Po co prowadzić bullet journal?


Po co prowadzić bullet journal? Nie lepiej kupić kalendarz? Po co tracisz czas na jakieś pierdoły, rysuneczki, wyklejanki? I tak w ogóle, to skąd masz na to ten czas?! Chyba masz za mało pracy albo Ci się nudzi, haha…” Ile z nas – dziewczyn prowadzących bujo, słyszało choć raz takie słowa? Ja już wielokrotnie! Czasami pytanie podszyte było zwykłą ciekawością; innym razem pytający szybko się z tego wycofywał, przypominając sobie, z kim rozmawia (z dziewczyną zakręconą na punkcie sklepów papierniczych). Zwykle jednak moje czujne ucho wyłapuje tony sarkazmu i ironii. Kiedyś się nimi przejmowałam, dziś pozostaję na nie głucha. Dlaczego, zapytacie? Odpowiedź znajdziecie poniżej!

Historia błędnego założenia

Mam nieoparte wrażenie, że zanim na popularności zyskały instagramowe konta, po brzegi wypełnione zdjęciami pięknych, dopracowanych rozkładówek, nikt nie miał zastrzeżeń co do samej idei bullet journala. No, może od czasu do czasu ktoś zastanawiał się, czy nie dołożyć nam dyszki do zakupów, abyśmy kupiły sobie kalendarz z gotowymi rozkładówkami, ale rzadko zdarzało się, żeby ktoś podważał samą ideę takiej formy planowania czasu.

Sama idea bujo się nie zmieniła – nadal ma przede wszystkim pomagać w sprawnym organizowaniu swojego życia. A to, że część nas – wielbicieli bujo – dostaje palpitacji w miarę zbliżania się do działu papierniczego w sklepie i że potrafi wyczuć piękną washi tape z odległości stu metrów… to już oddzielna bajka i nie należy tych dwóch spraw wiązać po grobową deskę. Nikt nie robi nagonki na artystów, malujących obrazy, prawda? No właśnie. A my – bujoholicy – malujemy każdego dnia małe dzieła sztuki w swoich bujo! Nie zmienia to jednak faktu, że – powiedzmy to uczciwie! – ozdoby są tylko ozdobami. Bez nich bullet journal funkcjonuje równie sprawnie – wszystko w rękach właściciela, który docenia potęgę prostoty w planowaniu czasu. A, właśnie – czas!

Nie szkoda Ci na to wszystko czasu?!

Odpowiedź jest krótka: na pasję i hobby nigdy nie było mi szkoda czasu! Chociaż, zaczekajcie… był taki moment w moim życiu. Wolałam wtedy podziwiać w internecie to, co robią inni (i zastanawiać się po cichu, skąd mają na to czas!), zamiast wziąć sprawy we własne ręce. Marnowanie czasu w internecie zdawało się być bardziej akceptowalne społecznie, niż rozwijanie umiejętności plastycznych. Dlaczego? Wciąż szukam odpowiedzi. Na pewno miał na to wpływ sam internet jako medium. Jakoś tak… czas spędzany tam wydawał mi się być mniej inwazyjny dla mojego rozkładu dnia. W rzeczywistości było dokładnie odwrotnie! Pewnie z tego też względu aż do dziś najzabawniejszy jest dla mnie fakt, że osoby, które nie mają czasu na prowadzenie bujo, mają czas na pisanie o swoim braku czasu w internecie! 😀

Dziś sprawy wyglądają tak, że dzięki temu, że z przyjemnością organizuję czas z pomocą bullet journala, mam go więcej na… prowadzenie bullet journala na swoich zasadach! Moje zasady są szczelnie opakowane rysunkami, równiutko odrysowanymi linijkami i praktykowaniem hand letteringu. Mam pracę, mam życie rodzinne i mam czas na pasję. Tu zasadniczo sprawa się zaczyna i kończy! 🙂

Pielęgnowanie pasji pozwala mi złapać balans pomiędzy pracą a czasem wolnym. A pracy, zapewniam, mam pod dostatkiem. Na dodatek pracownio-biuro mam zlokalizowane we własnym domu, dlatego czasami ciężko oderwać się od pracy… i tym bardziej ta odskocznia jest mi potrzebna. Gdyby moim hobby było układanie puzzli – robiłabym to z pełną premedytacją, nie tłumacząc się nikomu.

 

Zatem… po co prowadzić bullet journal?

Mogę odpowiedzieć wyłącznie z własnego doświadczenia, bo mimo, że uwielbiam tę formę planowania, nie uważam jej za jedyną słuszną. Jak to jest u mnie?

Po pierwsze – bujo pomaga mi się sprawnie zorganizować. Nadal nie potrafię dokonać autodiagnozy która wyjaśniłaby mi, dlaczego w kalendarzu szło mi to tak opornie. Po prostu nie przemawiał do mnie narzucony design tych stron; jeśli wnętrze było akceptowalne, okładka pozostawiała wiele do życzenia – lub odwrotnie. Pewnie dlatego bullet journal jest domeną ludzi lubiących plastyczne prace kreatywne – bo zwyczajnie w świecie poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko, a estetyka odgrywa ogromną rolę w podejściu do notatników.

Po drugie – to dla mnie kolejna rzecz, o którą mogę sobie dbać, ozdabiać ją, wyklejać, malować… Nie zawsze mam chęci na rozkładanie farb czy pasteli – a ta mała, notatnikowa forma zdaje mi się być mniej wymagająca. Dla mnie prowadzenie bujo to przyjemność, hobby, rozrywka i pożyteczność w jednym! 🙂

Jeśli więc z jakiegoś powodu wciąż wahacie się, czy rzucić w kąt gotowy kalendarz i spróbować organizować czas na swoich zasadach – odrzućcie obawy! Nie musicie od razu uzbrajać się w połowę papierniczego czy rysować rozkładówek „na brudno”. Twój bujo, Twoje zasady – i najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby umieć odnaleźć w tym przyjemność! A jeśli ktoś zapyta: po co prowadzić bullet journal? – nie nabierajcie wątpliwości, ale upewniajcie się w słuszności przedsięwzięcia i opowiadajcie, jakie bujo jest fajne! 🙂

 

Maja
O mnie

Urodzona freelancerka spod znaku Sowy. Ostrożna ryzykantka, z wykształcenia dziennikarka i PR-owiec. Z niewykształcenia – projektantka much. Związana zawodowo z książkami i po uszy zatopiona w social mediach i marketingu internetowym. Łowczyni ślubnych trendów, właścicielka butiku MadameAllure.pl. Prywatnie – żona Strażaka, połowa małżeńskiego team’u M&Ms.

1 Komentarzy

Daria Pieczonka
Reply 14 lutego 2018

Również zapisuje wszystko w plannerze. Nie rysuję kwiatków i innych, ale tabelki tak :) Bardzo mi się podoba to co tworzysz :)

Zostaw komentarz

Twój adres mailowy nie będzie publikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *