Slow travel: Budapeszt


Na początku był remont. A wiadomo – remont i urlop raczej nie tworzą kompatybilnego związku i już myśleliśmy, że prędzej się przeprowadzimy niż wyjedziemy na choćby krótkie wakacje. A jednak jedna spontaniczna decyzja sprawiła, że w kilka dni ogarnęliśmy sytuację i znaleźliśmy się w Budapeszcie – stolicy, która wcześniej z niczym konkretnym mi się nie kojarzyła (poza papryką), jawiła się nudą, szarą architekturą i sztywniackim klimatem (dlaczego – nie mam pojęcia). Miałam jednak ochotę na podróż we własnym, spokojnym rytmie, a w kontekście slow travel Budapeszt wydawał się być całkiem słusznym celem. Kilka słonecznych dni w tym pięknym mieście sprawiło, że z miejsca o bliżej nieokreślonym charakterze Budapeszt awansował na podium moich ulubionych europejskich miast (zaraz po Londynie i Barcelonie). Zapraszam Was na małą, fotograficzną wycieczkę po mieście.

Slow travel Budapeszt - co warto zobaczyć w Budapeszcie?

Zacznę konwencjonalnie, bo od pogody. Owszem, to ważny element każdej wyprawy, ale już dawno przestałam się tym zamartwiać i idę na żywioł – pewnie dlatego pora roku nie ma dla mnie większego znaczenia w kontekście podróży (no, może z wyjątkiem wybitnie śnieżnej zimy i wizji utknięcia na lotnisku). Wobec tego sami rozumiecie – wrześniowe słońce i błękitne niebo nie stanowiły dla mnie większej przeszkody 😉

Wyjątkowo w podróż wybraliśmy się samochodem. Obraliśmy kurs przed Czechy i Słowację, z dala od płatnych autostrad – postawiliśmy na górskie serpentyny. Genialna przygoda z dreszczykiem – zwłaszcza gdy wzdrygałam się kilka razy, kiedy byliśmy zmuszeni wlec się trzydzieści na godzinę za początkującym motocyklistą. Mimo to podróż przez góry była rozkoszna – takie widoki biją o głowę autostradową ascezę.

Przygotowując się do wycieczki obrałam inną niż zwykle metodę. Przed wyjazdem przeczytałam dokładnie jeden przewodnik i trzy wpisy blogowe na temat miejsc wartych odwiedzenia w Budapeszcie, skrupulatnie spisując te, które najbardziej mnie zaintrygowały. Później zaznaczyłam wszystkie te punkty na mapie w Google Maps. O planie dnia decydowaliśmy z M. na bieżąco, biorąc pod uwagę najważniejsze czynniki: porę pobudki, apetyt na drugie śniadanie, kąt padania słońca i poziom zmęczenia. Nie było pakietu minimum, jedynie niezobowiązująca check-lista, aktualizowana i modyfikowana na bieżąco.

Check-lista: miejsca do odwiedzenia w Budapeszcie

Centralna Hala Targowa
Budapeszt, Vámház krt. 1-3
Od tego punktu zaczęliśmy zwiedzanie. Powód był prosty – była zlokalizowana nieopodal naszego lokum, w drodze na Górę Gellerta. Uwielbiam takie miejsca – sam budynek jest piękny, zewsząd dobiegają zapachy przypraw i jedzenia… dlatego lepiej nie wybierajcie się tam głodni. Idąc tam z zamiarem zakupu pamiątek warto najpierw zrobić obchód i przyjrzeć się cenom, bo rozstrzał bywa całkiem spory i możecie słono przepłacić.

Góra Gellerta
W drodze – przed mostem, za mostem… będziecie co chwilę się zatrzymywać i podziwiać widoki. To świetne miejsce do rozpoczęcia przygody z Budapesztem. Na „dzień dobry” zachwyca, pozwala z daleka rozejrzeć się po całym mieście i odpocząć po podróży (jak już tylko wdprapiecie się spacerem na wzgórze).

Pomnik Wolności
…usytuowany na górze Gellerta. My byliśmy tu dwukrotnie – przed południem i nocą. I za drugim razem trafiliśmy kulą w płot – z okazji planowanego festiwalu gier miejskich, na pomniku wyświetlana była projekcja. Byliśmy zachwyceni… i żałowaliśmy, ze nie możemy zobaczyć jak to widowisko prezentuje się z dołu. Warto jednak tu przyjść wieczorem, usiąść na murze i zobaczyć, jak daleko ciągną się światła miasta. Robi wrażenie.

Bazylika św. Stefana
Budapeszt, Szent István tér 1
Miejsce, które robi wrażenie i trochę przytłacza przepychem – i właśnie dlatego warto je odwiedzić! Po wyjściu z bazyliki możecie liczyć na piękny widok, który roztacza się na wprost wyjścia. A gdy już podrepczecie alejką w dół i spojrzycie za siebie – z tej perspektywy budynek nabiera zupełnie innego charakteru.

Most Łańcuchowy
Tak, to ten słynny most z lwami! Kolejny punkt obowiązkowy na spacer, zwłaszcza, jeśli wybieracie się na…

Zamek Królewski
A możecie dostać się tu na dwa sposoby – na pieszo albo kolejką. Polecam kolejkę – i wcale nie dlatego, że szkoda energii na schody (chociaż… to też), ale wycieczka jest niedroga i całkiem przyjemna

Budańska Starówka
Kolejne świetnie miejsce na dłuższy spacer. Dostaniecie się tutaj prostą drogą z Placu Zamkowego. Po drodze możecie zaliczyć muzeum Houdiniego (jeśli lubicie magię), albo restaurację Jamie’go Oliviera (jeśli tak jak my, lubicie włoską kuchnię, gdziekolwiek się nie znajdziecie). Oczywiście punktem obowiązkowym jest…

Kościół Macieja
Budapeszt, Szentháromság tér 2
Niestety nie udało nam się zwiedzić go od środka – było już po 17.00. „Zewnętrze” też zrobiło na nas wrażenie. A ponieważ pocałowaliśmy klamkę, została nam…

Baszta Rybacka
Najpierw odwiedziliśmy to miejsce, później przeczytałam w przewodniku turystycznym, że w dolnej części baszty mieści się, cytuję: „przytulna knajpka”. Dawno się tak nie uśmiałam. W baszcie zlokalizowany jest bar. Kawa, drink – do wyboru, do koloru. Myk polega na tym, że gdy tylko wygodnie rozsiądziecie się przy stoliku i napawając się widokami na parlament będziecie chcieli odpocząć i spędzić ze sobą kilka chwil, możecie liczyć na tłum turystów którzy hałasując, czekają w kolejce aby stanąć Wam nad głowami i zrobić sobie grupowe selfie (czasami krzywiąc się, że wchodzicie im w kadr). My nie daliśmy się nabrać, ale było mi szczerze żal tych, którzy liczyli na spokój. Obeszliśmy basztę dookoła, zrobiliśmy kilka zdjęć i… wdrożyliśmy plan ewakuacji 🙂 okolice baszty to fajne miejsce do wypoczynku. Żałuję, że nie wybraliśmy się tam nocą – jeśli będziecie w Budapeszcie, koniecznie to za mnie nadróbcie!

Parlament
Budapeszt, Kossuth Lajos tér 1-3
Niech nie przerazi Was ta kolejka, ciągnąca się za drzwi! Od przekroczenia progu jeszcze tylko pół godziny czekania i bilety są Wasze. Jako obywatele Unii Europejskiej dostaniecie zniżkę (będziecie musieli się wylegitymować). Przy kasie możecie kupić wyłącznie bilety na zwiedzanie jeszcze tego samego dnia – możliwe, że będziecie musieli zaczekać kilka godzin, bo zwiedzanie odbywa się wyłącznie w grupach. Możecie jednak dzień wcześniej dokonać zakupu przez internet.

Aleja Andrassyego
Kolejne miejsce, po którym warto się przespacerować i porozglądać się na boki. Jeśli zaczniecie z okolic Bazyliki św. Stefana, po drodze napotkacie między innymi Pałac Dreschlera, budynek opery, Dom Terroru… a jeśli starczy Wam sił w nogach, dotrzecie aż do Lasku Miejskiego, a tam roztoczy się przed Wami…

Plac Bohaterów i Pomnik Millenium
To idealne zwieńczenie Alei. Pomnik symbolizuje 1000 lat dziejów narodu węgierskiego. Warto zatrzymać się tu na chwilę. Parę kroków naprzód i macie przed sobą…

Lasek Miejski
… a w nim – kąpielisko Szechenyiego i zamek Vajdahunyad, który zadziwia eklektyzmem. Spacerując alejkami lasku, prędzej czy później traficie do Zoo. Zanim to nastąpi – w parku natkniecie się na dziesiątki osób tresujących swoje psy. I nawet mój strach przed zwierzyną tego typu nie odebrał mi przyjemności z wędrówki, bo Węgrzy podzielają moje preferencje wedle których pies zaczyna się od 20 kilogramów (jakoś bardziej im ufam, zwłaszcza jeśli są długowłose;))

Muzeum Dom Terroru
Budapeszt, Andrássy út 60
Mieliśmy zagwozdkę, czy w ogóle chcemy wybierać się w takie miejsce. Ciekawość i niedrogie bilety zawiodły nas do muzuem. Zwiedzanie nie należy do radosnych doświadczeń, ale będąc w Budapeszcie zdecydowanie warto tam zawitać.

Wyspa świętej Małgorzaty
Jakże bliskie naszym sercom jest to miejsce! We wrześniu trwał tam – nie zgadniecie – remont! 😉 Spędziliśmy kilka dłuższych chwil przy grającej fontannie, posililiśmy się przysmakami z food tracków i mimo sezonowych „wykopków”, dwa i pół kilometra spaceru przez całą wyspę, aż do kolejnego mostu, było zdecydowanie miłą odskocznią od zwiedzania miasta.

Jaskinia Pál-völgy
Budapeszt, Szépvölgyi út 162
Nie napiszą Wam tego w przewodnikach, ale jeśli się tam wybieracie – weźcie ciepłą kurtkę z kapturem i wygodne buty, bo przyjdzie taki moment, że będziecie musieli wspiąć się po drabinie. Nie ukrywam. Jestem słaba w drabinach. Gdybym wiedziała to pewnie stchórzyłabym przy wejściu. Nie ma przewodnika po angielsku, więc będziecie mieli okazję przez godzinę wsłuchiwać się w język węgierski (i być może tak jak my, zrywać boki próbując sił we freestyle’owym tłumaczeniu symultanicznym;)) Mimo wszystko, jest to miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia, zwłaszcza jeśli jesteście w mieście na dłużej, pada deszcz i lubicie takie klimaty. Ładne, zadbane przestrzenie (…gdyby tylko nie ta drabina;))

Hospital in the Rock
Budapeszt, Lovas út 4/C
Jeśli Wasza wyobraźnia ma swoje granice, a szpitalne klimaty nie sprawiają, że niechybnie mdlejecie – zdecydowanie warto udać się do bunkru, który w czasie wojny był szpitalem. Usłyszycie kilka ociekających krwią i skażonych bronią chemiczną historii. A na koniec wycieczki będziecie mogli zaopatrzyć się w maskę gazową, pamiętającą niejedną tragedię. Może nie do końca szokujące (nie dotyczy osób mdlejących), ale z pewnością ciekawe miejsce, po odwiedzeniu którego trochę inaczej spojrzycie na miasto (nie będę spojlerować).

 

Początek naszej wyprawy - Hala TargowaPoczątek naszej wycieczki: Centralna Hala Targowa

Co (i gdzie) jeść w Budapeszcie?

Gulasz, zupę gulaszową, gulasz z gulaszem i paprykę, mnóstwo papryki! Na szczęście tę ostatnią w sporych ilościach znajdziecie zarówno w gulaszu jak i zupie gulaszowej.

Tarhonya w asyście gulaszu była numerem jeden na mojej liście, ale tam, gdzie jedliśmy, zwyczajnie jej nie serwowano (w zamian podawano kluseczki). Tarhonya to także kluseczki, ale bardzo drobne, miękkie, aromatyczne – ideał. Wyglądają i smakują doskonale.

Znajomy Węgier, z którym w ubiegłym roku dobijałam targu, polecił mi kilka dań, których nie udało mi się zjeść w łódzkiej Varoshce. Bezzegh polecił mi spróbować lecso, czyli po prostu leczo z pomidorów, pieczarek, papryki z dodatkiem mięsa (ja jadłam wersję z kiełbaską). Ile restauracji, tyle wariacji, więc jeśli raz nie przypadnie Wam do gustu, warto spróbować gdzieś indziej, by trafić na prawdziwy rarytas. Pewnego razu na drugie śniadanie skusiłam się na Jókai bableves – zupę z groszku i szynki. Szynka przepyszna, groszek to nie moja bajka. No i naleśniki, naleśniki świętej Anny, które były wyborne, a które zjadłam jako deser do kawy. Nadziewane białym serem – niby zwyczajne, a jednak miały w sobie to coś (i pyszny, waniliowy sos!). Poszukiwania mięsnej odmiany węgierskich naleśników – Hortobágyi (nazwa od terenu we wschodniej części Węgier, skąd pochodzą owe naleśniki) spełzły na niczym. Nadziewane mięsem cielęcym, polane gulaszem o sosem pomidorowo – śmietanowym… aż żałuję, że ich nie spróbowałam, bo wytrawne naleśniki to jeden z moich obiadowych ulubieńców! Po długich poszukiwaniach na wyspie świętej Małgorzaty zjedliśmy langosz – czyli placek z mąki i ziemniaków (w uproszczeniu) z dodatkiem szynki i sera. Ciekawa przekąska, nie rzucająca na kolana. Zdecydowanie wolałabym i mogłabym jeść bez końca gulasz i zupę gulaszową 🙂

…i kilka cennych adresów, pod którymi dobrze zjecie w Budapeszcie.

Fecske Presszó
Budapeszt, Baross u. 10
Mieliśmy to miejsce tuż za rogiem, dlatego zaczynaliśmy tu każdy dzień od kawy i drugiego śniadania. Fajne miejsce do chillout’u (dopóki za plecami nie usiądzie nałogowy palacz;)). Za niewielką sumę wypijecie tu świetną kawę, zasmakujecie w węgierskiej kuchni, a wieczorem uraczycie się dobrym drinkiem przy muzyce na żywo.

For Sale
Budapeszt, Vámház krt. 2
Miejsce, które jednych odstrasza, drugich przyciąga jak magnes. Wieczorami trudno tu o miejsce, ale jak tylko uda Wam się je złapać – nie dajcie się złapać na te wielkie porcje! Dopiero po wyjściu z knajpy M. mnie oświecił, że na końcu menu był dopisek w stylu „jeśli jesteś dzieckiem albo kobietą – zamów połowę porcji, to spora oszczędność”! Serio, porcje są ogromne. Podobnie jak menu. Myślałam, że nic nie przebije pewnej rzymskiej knajpy, która miała w ofercie tylko dwa rodzaje dań – pizze i makarony, ale za to po 100 propozycji z każdego. Tutaj jest jeszcze gorzej – pewnie dlatego jest tłok, bo wertowanie menu w poszukiwaniu tego, na co ma się ochotę, może zająć nawet pół godziny. W tym czasie możecie najeść się orzeszków ziemnych (gratis, sypią je kilogramami do koszyczków na stołach), skorupki rzucając na podłogę. O porządek nie musicie się martwić – to miejsce składa się z milionów kartek, które goście przez lata przyczepiali do sufitu i…gdzie popadnie; ze słomy na podłodze i dywanu ze skorupek. Odwiedzanie ze strażakiem miejsca wyściełanego papierem, ustrojonego wysokimi świecami i ozdobionego jedną małą gaśnicą w rogu ma w sobie coś z ironii 😉

Regős Vendéglő
Budapeszt, Szófia u. 33
Szukaliśmy takiego miejsca z sentymentu do łódzkiej Varoshki serwującej genialne gulasze. Wpadłam na trop tej restauracji przeszukując dziesiątki stron. Chyba nawet nikt specjalnie jej nie polecał, ale przekonał mnie wystrój – mała knajpka, nieco na uboczu, wyglądająca na rodzinny biznes. Niestety, tutaj także nie trafiła nam się tarhonya, w poszukiwaniu której zleźliśmy pół miasta – w zamian dostaliśmy kluseczki. Sześć tysięcy forintów, popitych tokajem – było smacznie, było warto.

Włoska restauracja Jamie’go Oliviera na budańskiej starówce
Budapeszt, Szentháromság u. 9
Nie jest tanio (to już przypadłość restauracji sygnowanych tym nazwiskiem), ale jeśli tak jak ja jesteście świrami estetyki, będziecie oczarowani. Dotychczas mieliśmy okazję jadać u Jamie’go w Londynie i mimo świetnego jedzenia, nie spotkaliśmy się z aż tak bardzo dopracowaną koncepcją miejsca. Tutaj ważny jest każdy detal. A jedzenie jest przepyszne! Uwielbiam Jamie’go i uwielbiam to miejsce 🙂

Jak się poruszać po Budapeszcie?

Którejkolwiek formy transportu nie wybierzecie – będzie ciekawie.

Jeśli wybierzecie budapesztańskie metro – możecie liczyć na podróż w klimacie vintage. Małe stacyjki, małe wagony na żółtej linii, mieszczące dokładnie 16 osób (większy skład nie zmieściłby się na małej stacyjce) i średnio zaawansowany sposób kontroli biletów – na większości stacji wejścia do metra pilnują ochroniarze. Uprzednio kasujecie bilet, podchodzicie do pana, a on sprawdza, czy bilet jest aktualny. Normalnie jak podróż w czasie! 😉

Jeśli wybierzecie tramwaj – możecie liczyć na świetne widoki, bo jedna z linii tramwajowych ciągnie się wzdłuż Dunaju.

My korzystaliśmy głownie z opcji numer trzy, czyli pieszych wędrówek i tę formę rekreacji miejskiej polecam Wam najbardziej. Metrem poratowaliśmy się dwukrotnie, gdy oddaliliśmy się kilka kilometrów od mieszkania, a nieszczególnie mieliśmy ochotę na pieszą drogę powrotną. Na przejażdżkę tramwajem skusiliśmy się z podobnych pobudek, ale i chęci obejrzenia raz jeszcze panoramy Budy.

Podsumowując… Budapeszt to miasto płynące nie tylko Dunajem, ale i gulaszem. Wysoce wskazane jest zgubienie się w bocznych uliczkach, zrobienie zakupów w małych sklepikach (ja zaopatrzyłam się w tkaniny na muszki i ceramiczną świnkę), niespieszne spacery i wędrówki od kawiarni do restauracji, zahaczając po drodze o zabytki i punkty widokowe. We wrześniu nie czuć tu już gorączki turystycznych wypraw. Miasto jakby przygotowuje się na jesień, raczy nas piękną pogodą i długimi wieczorami, które zdecydowanie sprzyjają chillout’owi.

 

Processed with VSCO with a5 presetW drodze na Górę Gellerta. Co parę kroków – inny widok.

Processed with VSCO with a5 preset

…i już na starcie, tuż przy wejściu do Kaplicy w skale, wita nas święty Stefan (czyli Istvan).

Processed with VSCO with a5 preset

Można też podziwiać most bez widoków na świętego.

Processed with VSCO with a5 preset

Taka nagroda czeka nas po wdrapaniu się na szczyt. Zdjęcie spłaszcza efekty. Na żywo – bajka!

Processed with VSCO with a5 preset

Processed with VSCO with a5 preset

Zawsze gdy widzę taką samotną kłódkę zastanawiam się, czy inni pójdą w ślady zakochanych? Mam nadzieję że wrócimy tam za parę lat i to sprawdzę!

Processed with VSCO with a5 preset

Pomnik Wolności w ciągu dnia…

Processed with VSCO with a5 preset

…i nocą. Fuksiarze z nas!

Processed with VSCO with a5 preset

Efekty czujności i wspaniałego refleksu M. Ja nawet jej nie zauważyłam. On zauważył i zrobił jej serię zdjęć. Wiadomo, kto powinien nosić aparat w tej rodzinie.

Processed with VSCO with a5 preset

Processed with VSCO with a5 preset

Proszę Państwa, oto lew! O mało go nie przeoczyłam, tak się wpatrywałam w niebo. Zobaczcie niżej!

Processed with VSCO with a5 preset

Processed with VSCO with a5 preset

Czasami zamiast robić zdjęcia po prostu się przyglądam. Na szczęście tuż przed stacją przy wjeździe zabytkową kolejką na Górę Zamkową mnie olśniło!

Processed with VSCO with a5 preset

Processed with VSCO with a5 preset

Kolejny widok na kolejny most – tym razem z Góry Zamkowej na Most Łańcuchowy (ten z lwami)

Processed with VSCO with a5 preset

Super-fotogeniczny Kościół Macieja na budańskiej starówce.

Processed with VSCO with a5 preset

…super-hiper fotogeniczny!

Processed with VSCO with a5 preset

…i równie fotogeniczny pomnik Trójcy Świętej.

Processed with VSCO with a5 preset

Dom Terroru. Innych zdjęć z tego miejsca – brak.

Processed with VSCO with a5 preset

Processed with VSCO with a5 preset

Zamek Vajdahunyad, a raczej jego fragmenty.

Processed with VSCO with a5 preset

Krótka przerwa na posiłek w Regős Vendéglő

Processed with VSCO with a5 preset

A tutaj odpowiedź na pytanie, dlaczego warto się zgubić w Budapeszcie. Uliczki skrywają takie cudeńka.

Processed with VSCO with a5 preset

Parlament i przyległe do niego ogrody. Ogromna budowla. Już na tym etapie można się domyślać, jak wyglądają wnętrza…

Processed with VSCO with a5 preset

Pomnik Franciszka II Rakoczego pod budynkiem Parlamentu.

Processed with VSCO with a5 preset

Rzeczone wnętrza parlamentu. I obiecany przepych. Purpurowe dywany. Złoto. Marmury. Miliony monet.

Processed with VSCO with a5 preset

…i ciche korytarze. Wszystko za zamkniętymi drzwiami.

Processed with VSCO with a5 preset

Nagroda za piesze pokonanie całej alei Andrassyego – Pomnik Millenium na Placu Bohaterów.

Processed with VSCO with a5 preset

Byłabym zapomniała! Ważna sprawa. Na wyspie świętej Małgorzaty jest mini-zoo i konie z poczuciem humoru.

Maja
O mnie

Urodzona freelancerka spod znaku Sowy. Ostrożna ryzykantka, z wykształcenia dziennikarka i PR-owiec. Z niewykształcenia – projektantka much. Związana zawodowo z książkami i po uszy zatopiona w social mediach i marketingu internetowym. Łowczyni ślubnych trendów, właścicielka butiku MadameAllure.pl. Prywatnie – żona Strażaka, połowa małżeńskiego team’u M&Ms.

5 Komentarzy

La Blonde Vita
Reply 25 października 2016

Piękne zdjęcia i fajne opisy. Aż mam ochotę spakować się i jechać :)

KLAAJDKA
Reply 25 października 2016

Świetna fotorelacja, lubię jak w postach jest dużo zdjęć :) Miasto piękne, coraz większa chęć we mnie się wzbiera aby gdzieś wyjechać :)

Cieplik podrozuje
Reply 26 października 2016

Hej, też w tym roku śmigałam serpentynami na Słowacji kierując się w stronę Węgier ;) tyle że ja na... Motocyklu, które tak shejtowałaś ;)

Fajne zdjęcia i czek lista! To ciekawe, że nie wspomniałaś o tych miejskich basenach, o których wszyscy zawsze piszą ;)

    Maja
    Reply 9 listopada 2016

    Aaa nie nie, ja uwielbiam motocykle (dzięki mężowi, z którym jeździłam - bo aktualnie nie mamy motoru) - i pewnie dlatego przez góry lubię jeździć szybciej, od hejtu jestem daleka :) tymczasem przez ponad godzinę nie mieliśmy go jak wyprzedzić, a on na każdym zakręcie praktycznie się zatrzymywał i ani odrobinę się nie pochylał - z pewnością wiesz, jak to wyglądało :)
    O basenach nie piszę, bo pływać nie potrafię, więc baseny odwiedziliśmy, ale tylko na sucho :)

Justyna
Reply 27 lutego 2017

Fajny wpis :)

Zostaw komentarz

Twój adres mailowy nie będzie publikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *